Jak zachęcić dzieci do nauki matematyki? - Monika Kozłowska

Drodzy Rodzice!
Zapewne większość z was zdaje sobie sprawę z tego, że największe trudności, z jakimi borykają się dzieci w szkole związane są z umiejętnościami matematycznymi. Dlatego też warto zatroszczyć się o rozwój dziecka i jego edukację już od najmłodszych lat, zanim jeszcze rozpocznie ono naukę w szkole.

Pytacie Państwo, jak zachęcić dzieci w wieku 6 - 8 lat do nauki matematyki. Przede wszystkim należy jako własne motto przyjąć słowa: 

„ZACHĘCIĆ, ZNACZY ZAPEWNIĆ DZIECKU MOŻLIWOŚĆ OSIĄGNIĘCIA SUKCESU!!!”. 

Szkolne nauczanie matematyki wymaga od dziecka rozumowania na odpowiednim poziomie oraz stosowania logiki. Czy dziecko osiągnie sukces, zależy od opanowania przez nie umiejętności liczenia oraz wyznaczania wyniku dodawania i odejmowania w pamięci. Sześcio- czy siedmiolatek, który czegoś nie rozumie, nie podejmie się danej czynności z ochotą i zapałem. Natomiast każdy mały krok do przodu da mu motywację do dalszego działania. Zapewne każda z Pań usłyszała od swojego maluszka słowa „Ja sam”, „Ja sama”. Niestety nie obce są nam sytuacje, gdy dziecko ze łzami w oczach i postawą rezygnacji mówi „nie rozumiem”. Jest to przykre dla nas, jak i dla malucha. Dlatego tak ważne jest wprowadzenie i przeprowadzenie naszej pociechy przez skomplikowane operacje matematyczne, które dla nas, dorosłych, są oczywiste.

Tak więc, aby zachęcić dziecko do nauki matematyki, okażmy wyrozumiałość i cierpliwość. Nie denerwujmy się, że czasami musimy wrócić do podstaw i zacząć od nowa. Niech ten wspólny czas będzie okazją dla Was do spędzenia razem chwil i to jak pożytecznie…! 

Rozumowanie, odporność emocjonalną oraz umiejętności matematyczne można z powodzeniem rozwijać u dziecka, zanim pójdzie do szkoły. Pamiętajmy, że jako sześcio- siedmiolatek młody człowiek przeżywa ogromny stres związany ze zmianą otoczenia. Nagle musi pozostać w obcym miejscu, bez Rodziców, czasami nie znając nikogo z rówieśników. Jeśli dodamy do tego niepowodzenia w nauce już od pierwszych dni szkoły, to wynik równania jest prosty – brak motywacji i chęci do pracy! Dobre przygotowanie dziecka do szkoły zapewnia, że ma ono pewien „zapas” wiadomości i umiejętności, które pozwolą mu „przetrwać” z powodzeniem pierwsze dni nauki. Jest to więc pewne zabezpieczenie przed niepowodzeniem w tym trudnym okresie. Aby dziecko wiedziało więcej i lepiej liczyło, należy poszerzyć osobiste doświadczenia dziecka. 

W trakcie wspólnej pracy w domu dziecko powinno obcować z przedmiotami (konkretami), nazywać je, mówić na głos, bowiem sprzyja to koncentracji jego uwagi i pomaga dostrzegać to, co ważne. Ile czasu poświęcać na czynności związane z nabywaniem umiejętności matematycznych??? Dotąd, dopóki sprawiają one dziecku przyjemność. Niech to będzie wartościowe 5 minut (pomyślmy, ile razy można w tym czasie policzyć do dziesięciu). Jeżeli zajęcia prowadzone są żywo i w sposób przyjazny dla dziecka to proszę mi wierzyć… mama i tata zmęczą się znacznie szybciej niż ich pociecha. Dla uzyskania dobrych efektów warto takie zajęcia powtarzać chociaż trzy razy w tygodniu, bowiem dzieci u progu szkolnego, ale i te z pierwszej, czy drugiej klasy szybko zapominają przyswojony materiał. Stąd tak ważna jest regularna gimnastyka umysłu! 

Istnieje kilka obszarów, które należy kształtować, aby dziecko osiągało sukcesy związane z nauką matematyki. Najpierw jednak musimy sobie uświadomić, że nauczanie matematyki to nie od razu 2+2, dodaj, odejmij, policz do dziesięciu. Obszary, o których napiszę, należy rozwijać w podanej kolejności, bo wiążą się one również z pewnym stopniowaniem trudności. Kształtowanie umiejętności powinno być oczywiście wypełnione zabawami, ciekawymi zadaniami i grami. Nie jest to trudne i nie wymaga specjalistycznego wykształcenia, ale dla naszego dziecka będzie to doskonały start .

Pierwszym krokiem w kształtowaniu umiejętności matematycznych jest dobra orientacja w przestrzeni i swoboda wypowiedzi na temat tego, co się wokół nas dzieje. Zaczynamy od świadomości własnego ciała (To ja. Tak mam na imię. Tu mam głowę, nos…itd. Umiem nazwać części swojego ciała.). Od tego momentu, a nawet już za małą chwilkę dziecko potrafi powiedzieć, jaka jest jego relacja z otoczeniem. Co jest z przodu, a co z tyłu, przed nim i za nim. Dziecko sześcioletnie zrobi to z wielką ochotą, bowiem jest w wieku, w którym charakteryzuje je egocentryzm, to ono jest najważniejsze w świecie. 

Kiedy natomiast zacznie zauważać mamę, która siedzi przed nim, to jest to kolejny krok w jego rozwoju. Następna ważna sprawa przed pójściem do szkoły, to opanowanie umiejętności orientacji na kartce papieru (Narysuj szlaczek u góry, a na dole kwiatka. Rączka, w której trzymasz kredkę to prawa rączka, narysuj z tej strony gwiazdkę. Ta druga, to lewa – tam narysuj to, co chcesz. Powiedz, co narysowałeś.). W ten sposób zaczynamy u dziecka kształtować pojęcia geometryczne . Oczywiście możemy stopniować trudność. Następnego dnia polecenia mogą brzmieć: w prawym/ lewym dolnym/ górnym rogu narysuj to i to. 

Kolejnym istotnym obszarem, który należy sukcesywnie rozwijać, jest umiejętność dostrzegania rytmów, czyli pewnych prawidłowości, z których korzystamy. Jest to istotne dla późniejszego liczenia oraz rozumienia sensu mierzenia. Zarówno dzieci, jak i my, dorośli zapamiętujemy i rozumiemy rzeczy i sytuacje powtarzalne, bowiem utrwalają się w naszych umysłach. To co pojawiło się raz jest możliwe do zapamiętania tylko wtedy, gdy towarzyszy temu szokujące przeżycie. Rytmy są z nami przez cały czas. Dostosowujemy się do powtarzalności dnia i nocy, zmiennych kolejno pór roku itp. Również matematyka wypełniona jest rytmami – licząc, wskazujemy kolejno obiekty, liczby parzyste i nieparzyste tworzą uporządkowany ciąg. Ćwiczenia rytmiczne służące dostrzeganiu regularności są bardzo proste. Weźmy wycięte koła i kwadraty, układajmy na zmianę np. dwa koła i jeden kwadrat. Powtórzmy tę czynność trzy razy, a dziecko niech ją kontynuuje. 

Później warto dodawać coraz więcej elementów, tworząc bardziej skomplikowane ciągi. Znacznie trudniej jest kontynuować rytm usłyszany, bo jest to coś abstrakcyjnego, czego nie zobaczę. Można jednak i tę umiejętność rozwijać, na przykład wyklaskując proste rytmy i stopniowo je komplikując. Warto po utrwaleniu umiejętności „przypadkowo” się pomylić . Nasz maluch od razu wytknie nam błędy. Jest to wzajemna korzyść – my, jako rodzice wiemy, że pociecha rozumie pojęcie rytmu, a ta z kolei jest dumna z siebie, że była mądrzejsza – to mały sukces, który motywuje do dalszego działania. Stopniowo przechodzimy potem do następstwa dni tygodnia, pór roku i tym podobne. 

Kształtowanie umiejętności liczenia, dodawania i odejmowania to trzeci przystanek naszej wspólnej drogi. Zaczynamy od liczenia konkretów (wiosną mogą to być kwiatki, jesienią kasztany, w domu liczmany). Najlepiej pozwólmy na początek pozwolić dziecku policzyć to, co ma ochotę policzyć. Zapewne będą to cukierki, pod warunkiem, że będzie mógł zjeść te prawidłowo zliczone . Niech liczy dotykając po kolei każdego cukierka ułożonego w szeregu i wypowiadając na głos cyfry. Przygotujmy się na to, że dziecko policzy konkrety, natomiast nie będzie w stanie na początku podać ile jest cukierków. Tu naszym zadaniem jest powiedzieć dziecku, że ostatni liczebnik, który wypowiedziało (np. to jest dziesiąty cukierek) oznacza, że cukierków jest właśnie dziesięć. Pamiętajmy też, że liczenie, to nie czytanie od lewej do prawej. Liczmy od początku do końca i na odwrót. Podobnie jest z dodawaniem i odejmowaniem. Mamy na stoliku trzy cukierki, dokładam pięć. Ile jest teraz cukierków? A teraz zabiorę dwa. Ile zostało? Niech dziecko wspomaga się palcami u rąk. To nie wstyd, że uczeń drugiej czy trzeciej klasy liczy na palcach. Jeśli robi to dobrze, to dlaczego nie?! Często na zajęciach zauważam, jak moi uczniowie chowają łapki pod stoliki i wstydzą się tego, że liczą z użyciem dłoni. Zawsze proszę, aby robiły to na widoku i chwalę za dobry wynik . Każdy z nas ma swoją metodę na rozwiązywanie problemów, niech dzieci też mają do tego prawo. 

Równie istotne jest kształtowanie pojęcia liczby naturalnej, połączone z klasyfikacją. Dzieci dojrzałe i posiadające pewien zasób wiedzy charakteryzuje tzw. myślenie operacyjne na poziomie konkretnym. Dzieci, które już ten poziom osiągnęły poradzą sobie z zadaniem typu: 

Na stoliczku masz 5 karteczek ze słoniem, 5 z jabłuszkiem, 3 ze słonecznikiem. Ułóż zbiory z takimi samymi ilustracjami. Wskaż zbiory równoliczne, czyli z taką samą liczbą elementów (gdzie jest tyle samo?). 

Dzieci, które myślą operacyjnie wskażą słonie i jabłka jako zbiory równoliczne, natomiast te, które są nadal na niższym poziomie rozumowania, powiedzą, że słoni jest więcej, bo są dużo większe niż jabłka. Zwracają uwagę na jakość, a nie na liczebność! Dlatego tak ważna jest praca z dzieckiem w domu. Nauczycielka w szkole będzie powoli wymagała reguł równoliczności oraz myślenia operacyjnego, jednak jeśli dziecko nie pozna ich wcześniej, to trudno będzie mu się pogodzić z faktem, że 5 wielkich słoni i 5 małych jabłek to tyle samo. Co gorsza, nie będzie w stanie jasno nam zakomunikować tego, czego nie rozumie. Pomóc może mu dobieranie kartoników w pary: słoń – jabłko, słoń – jabłko, tak długo, aż skończą nam się kartoniki. 

Ciekawym ćwiczeniem jest i takie zadanie z konkretami: 

Popatrz, mam tu 10 kwadratów, policz jeśli chcesz. Kładziemy kwadraty przed dzieckiem w pewnych odstępach od siebie. Następnie układamy je krawędź przy krawędzi. Czy teraz jest ich tyle samo? Dzieci na niższym poziomie rozumowania zapewne stwierdzą, że skoro teraz kwadraty zajmują większą przestrzeń, to na pewno jest ich więcej. No to policzmy. Nagle okazuje się, że nadal jest ich dziesięć. Powtarzanie takiego ćwiczenia pomoże dziecku z czasem dostrzec prawidłowości i brak zmiany liczebności, mimo zajmowania większej przestrzeni. 

Kolejnym krokiem jest rozwijanie u dziecka umiejętności mierzenia. Do tej czynności niezbędne będą patyczki. 

Dajmy dziecku zadanie:

Weź tyle patyczków, ile masz lat (np. dziecko odlicza 6 patyczków). Ułóż je w linii prostej tak, aby stykały się końcami. Teraz weź ich jeszcze sześć, a ja ułożę je po swojemu (z patyczków układamy łamaną tak, aby stykały się końcami). Zapytajmy: Jak myślisz, która droga jest krótsza? Dziecko zapewne odpowie, że łamana, choć przed chwilą wybrało tę samą liczbę patyczków jednakowej długości. Niech maluch sam ułoży łamaną tak, aby utworzyła prostą pod ułożoną wcześniej przez nie same. W ten sposób samo dojdzie do wniosku, że ułożenie tej samej ilości patyczków o jednakowej długości w różny sposób daje taką samą długość dróżki, choć odmiennie rozłożoną w przestrzeni. 

Dobrym ćwiczeniem jest również kształtowanie pojęć typu: krótsze, dłuższe, niższe, wyższe, mniejsze, większe (np. Stań obok stołu. Pokaż dokąd sięga. Jest wyższy, czy niższy od Ciebie? Podaj mi największą z Twoich maskotek itp.). Podobnie jest z ważeniem. Najlepiej byłoby, gdybyśmy w domu mieli uproszczoną wagę szalkową. Możemy wtedy pokazać dziecku, że np. jeden duży klocek waży tyle co trzy małe itp. Szalka wtedy równoważy się, obie strony są na równi. Uczeń dostrzega wtedy, że choć każda strona wygląda zupełnie inaczej (inna jest liczba i wielkość klocków po obu stronach), to oznacza to wspomniane już wcześniej „tyle samo”. 

Zobaczcie Państwo, jakie sprytne przełożenie ma to na język działań arytmetycznych: 3+2=5, po obu stronach jest tyle samo, ale zapis z lewej i prawej strony jest zupełnie inny (tak jak w przypadku klocków na szalkach). Podobnie jest z mierzeniem płynów. Jeśli pionowo stojąca litrowa butelka jest do połowy pełna, to kładąc ją w poziomie nadal mamy tę samą ilość płynu – dla nas to oczywiste, dla dziecka niekoniecznie. Mając dwie identyczne butelki (jedną leżącą, drugą stojącą, obie napełnione do połowy), możemy nimi operować w dowolny sposób. Podnosimy leżącą butelkę i mówimy: Popatrz, tyle samo wody, co w tej drugiej. Możemy również położyć tą stojącą i powtórzyć to samo. W końcu dziecko uświadomi sobie pojęcie miary, choć wzrok podpowiada co innego.

Aby wprowadzić dziecko w świat pojęć niezbędny jest rozwój umiejętności klasyfikowania operacyjnego. Dzieci przed osiągnięciem tego poziomu są na etapie tworzenia kolekcji. Załóżmy, że dziecko ma stworzyć dwa zbiory – owoców i ubrań. Wśród przygotowanych kartoników z obrazkami znajdziemy jabłko, gruszkę, szalik, czapkę, palto i np. dziewczynkę, która nie pasuje do żadnego zbioru. Jednakże dziecko sześcioletnie klasyfikując elementy zbioru z ubraniami, położy w jednym miejscu szalik, czapkę i palto, po czym dołoży tam dziewczynkę, mówiąc: To są ubrania dla niej.  Słodkie prawda! Tak właśnie rozumują nasze pociechy, co przecież w rzeczywistości wydaje się być logiczne. Jednakże z matematycznego punktu widzenia dziecko nie wykonało zadania – niepoprawnie dokonało klasyfikacji. Jeśli więc chcemy, aby dziecko szybko przeszło na poziom klasyfikacji operacyjnej, należy wykonać z nim szereg ćwiczeń, które mu to ułatwią. Przygotujmy obrazki z pieskami (1 - siedzący przy budzie, 2 – przy piłce oraz 3 – sama głowa pieska). Niech powstaną trzy takie komplety, a jedyną różnicą będzie kolor psa, np. czarny, biały i łaciaty (w sumie 9 kartoników). Zadaniem dziecka jest dobranie piesków do zbiorów, w których ważny jest kolor psa, co podkreśla dorosły. Potem, po wykonaniu zadania zmieńmy reguły: A teraz ułóż osobno pieski z piłką, przy budzie i osobno głowy piesków. Pomysłów może być wiele. Jeśli Państwa pociecha to synek, który uwielbia układać klocki, poproście, aby posegregował je według kolorów, albo kształtów czy wielkości. Połączycie wtedy przyjemne z pożytecznym. 

To, co sprawia dzieciom w młodszym wieku szkolnym największą trudność, to z pewnością kształtowanie pojęć geometrycznych. Niestety ten problem pojawia się również w starszych klasach, kiedy nagle rozpatrujemy bryły przestrzenne i wiele rzeczy należy sobie wyobrazić. Pamiętajmy, że powiedzenie dziecku: Trójkąt ma trzy boki, niewiele dla niego znaczy. Aby poznać figury, musi ono obserwować, dotykać, przesuwać, obracać, zmieniać kształt i cały czas o swoich działaniach mówić głośno. Pamiętajmy, że dziecko ma odkrywać, a nie dostać od nas gotową definicję, której i tak nie rozumie. Nie wystarczy również narysować mu np. trójkąta i wymagać, by było w stanie zapamiętać nazwę i wygląd. Dajmy dziecku do ręki pudełko, którego podstawy są trójkątami, wyjmijmy ser, kupmy pizzę i zjedzmy mówiąc: Jaki pyszny był ten trójkąt. Doświadczenia znacznie rozszerzą dziecięcą znajomość pojęć. Oczywiście wplatajmy w to jak najwięcej zajęć manualnych, bowiem dzięki temu przy okazji kształtujemy motorykę małą, która za chwilę będzie niezbędna przy nauce pisania.

Wszystkie obszary o których wspomniałam należy kształtować w podanej kolejności, stopniując powoli trudność. Niech podsumowaniem wiedzy po długiej wędrówce będzie np. wspólnie skonstruowana gra z figurkami mniejszymi i większymi, z cyframi oznaczającymi numery odpowiednich kart z pytaniami, z figurami geometrycznymi oraz dróżkami na skróty i tymi, które są dłuższe. 

Każde dziecko z natury jest ciekawe świata, czerpie radość z wysiłku intelektualnego, wytrwale dąży do celu i bardzo często charakteryzuje się matematycznym ukierunkowaniem umysłu. Co zrobić, aby tego nie zaprzepaścić oraz by dziecko w końcu nie poczuło znużenia szkołą??? Poza wypracowaniem „zapasu” opisanych tu umiejętności na pierwsze tygodnie szkoły, przede wszystkim kształtujmy odporność emocjonalną dziecka (nawet dzieci wybitnie zdolne są często ogromnie wrażliwe, w szczególności nie radzą sobie z porażką). Uczmy więc znosić porażki, zaczynając od przegranej w grze planszowej, pokazując nadzieję, że będzie lepiej: Następnym razem zawalczę o wygraną - mówi mądra mama, która przegrała rozgrywkę z córką, czy synem. 

Rozwijajmy umiejętności społeczne – przede wszystkim współpracy w grupie, negocjowania warunków i reguł wspólnej zabawy i pracy. Wzmacniajmy twórcze postawy – gdy widzimy znudzenie dzieci podczas zajęć szkolnych, wskoczmy czasami na biurko podczas zajęć, zaraźmy pomysłem wychowanków, niech także zrobią coś niekonwencjonalnego. Niech wiedzą, że oryginalne pomysły wcale nie są złe i nie należy się ich wstydzić. Zaskakujmy dzieci, a one zrobią to samo ze zdwojoną siłą, bo ich umysł jest bardziej otwarty i nieskazitelny niż nasz. Nie zapominajmy także o dalszej pracy nad rozwijaniem wspomnianych przeze mnie umiejętności. Wróćmy czasami do początkowych obszarów i z wyrozumiałością utrwalajmy pojęcia. I pamiętajmy: ZACHĘCAĆ, OZNACZA STWORZYĆ DZIECKU SYTUACJE SPRZYJAJĄCE OSIĄGANIU SUKCESÓW!!! 

Nazywam się Monika Kozłowska. Ukończyłam studia magisterskie na kierunku Pedagogika na Uniwersytecie Mikołaja Kopernika. Zaraz po studiach pracowałam w przedszkolu, prowadząc w międzyczasie warsztaty dla Mam. Obecnie mam przyjemność pracować w Szkole Podstawowej w malowniczej wsi Nowogród. Mam to szczęście, że jestem częścią grona pedagogicznego we wspaniałej szkole – SZKOLE WSPÓŁPRACY, gdzie na pierwszym miejscu stawiane są potrzeby dziecka. Nauczanie jest moją pasją i w tym się spełniam. Poza tym po prostu lubię dzieci, ich naturalną spontaniczność i nieograniczoną empatię. 

3 opinii

  1. Aneta Nagrodkiewicz5 kwi 2016, 13:25:00

    Bardzo fajny tekst i bardzo wiele informacji. Aż zrobiłam sobie notatkę z najważniejszych uwag :D

    OdpowiedzUsuń
  2. post leci do ulubionych :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny post! To powinna być lektura obowiązkowa każdego rodzica ;)
    Z własnego doświadczenia zauważyłam, że nawet dzieci w klasach 4-6 dużo chętniej biorą udział w lekcji matematyki, gdy temat przedstawi się w ciekawy sposób. Do każdych zajęć da się przygotować grę, zabawę, bądź jakąś wizualizację omawianego tematu, a to sprawia, że każde dziecko jest zainteresowane i szybciej przyswaja wiedzę.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas. Napisz co sądzisz o tym poście?
Pomóż w rozwoju bloga :)