Nie obarczajmy winą genów ! - Sylwia Kamińska

Ostatnimi czasy zgłębiam tajniki genetyki, post ten będzie poniekąd na temat, wypowiadać jakoś szczególnie w tej dziedzinie nauki nie mogę, nie jestem naukowcem, ale jestem MAMĄ. A jak każdy wie mama jest wszystkim: praczką, sprzątaczką, przywódcą, nauczycielem, fizykiem, matematykiem, pedagogiem, kucharzem, kelnerem … chyba nie muszę dalej wymieniać. 

geny

Stałam się naukowcem, gdy pewnego dnia zaczęłam się zastanawiać, co i po kim odziedziczy nasz syn. Są cechy, które chcielibyśmy ukryć, ale i takie, które dumnie prezentujemy innym. Tak samo z jest z naszymi dziećmi, jedno bardzo szybko mówi, inne nie mówi nic, Gosia jest bardzo towarzyska, a Antek siedzi w kąciku i bawi się sam. Tak te cechy dziedziczymy wraz genami, po rodzicach, ale też po innych członkach rodziny. Nawet naukowcy nie są w stanie stwierdzić co po kim, kto odziedziczy. Genetyka jest skomplikowana i lubi płatać figle. Ale nie o tym chciałam pisać.

Ważne jest, by wychwycić cechy, które nasza pociecha posiada, a także umiejętnie je stymulować. Nie zrzucajmy też całej winy za złe zachowanie, czy brak apetytu na geny.

W końcu to my wychowujemy i uczymy co złe, a co dobre, nasze dzieci. Weźmy na przykład Tadka niejadka. Ma 3 lata wszystkim rzuca, wszystko wypluwa, a jedyne co mógłby spożywać to czekolada, żelki czy ukochane Kinder jajka. Jeśli chodzi o te ostatnie, to prócz tego że jest słodkie, daje naszemu dziecku jeszcze coś, malutką niespodziankę ukrytą w środku. I sam fakt, że tam jest już powoduje chęć sięgnięcia po „jajo”.

Jeszcze przed urodzeniem dziecka, miałam za zadanie sprawować opiekę nad dwójką fajnych dzieciaków, niedoświadczona wcale. Pytam się więc co lubią jeść. Pizza, frytki, gofry, hamburgery itp. Dzwonię więc do ich rodziców i pytam co oni jedzą … To, co usłyszałam zatkało mnie, „no wiesz na śniadania kulki z mlekiem, bo nic innego nie przełkną (tak jest codziennie), na obiad kotlecik z ziemniakami (ale bez warzyw!), podwieczorek to gofry, ale nie dawaj im tam owoców, bo nie zjedzą, tylko posyp cukrem pudrem, a na kolację w lodówce są gotowe hamburgery, daj tylko do mikrofalówki, zresztą na opakowaniu jest instrukcja”. Auć! Byłam w szoku, że 4 latka i jej 8 letni brat, mają takie menu. Zaryzykowałam i zrobiłam kanapki, standard, chleb, szynka, ser sałata, pomidor… ich spojrzenie potrafiło zabić.

 Oczywiście byłe „bleee ja tego nie zjem!”,

„ok, więc sama stworzę magiczne kanapki i też sama je zjem”. Dzieciaki były ciekawe o co chodzi … cały magizm polegał na tym, że każdy sam przygotował swoją kanapkę i udekorował ją ketchupem. Dzieciaki do dzisiaj jedzą owe kanapki. Ba, nawet uwielbiają sałatki. Zmierza do tego, że dzieciaki, tak jak i my, reagują na to, co ciekawe. Czy interesująca reklama nie sprawia, że chcemy TO mieć i tylko TO?!

 A właśnie … widzę, że się rozumiemy, umiejętnie pokierowane dziecko z Tadka niejadka, zmieni się w Tadka „wszystkojadka”. Co zatem z dziećmi, których jeszcze nie potrafimy oczarować naszą reklamą? Nic na siłę, przede wszystkim bazuję tu na własnym doświadczeniu, gdy syn odrzucał kolejne posiłki przygotowane przeze mnie, byłam u kresu wytrzymałości, z początku jedzący wszystko berbeć zamienił się w konserwatywnego konesera potraw. Do tego stopnia, że płakałam odnosząc do kuchni kolejną miseczkę cielęcinki, której kupienie zajęło mi pół dnia. W ruch poszły słoiczki … jeden słoiczek jedzony był od 11:00 do 16:00 z przerwami na wszystko, co ciekawsze. Ale koniec końców nie poddałam się. Po pewnym czasie spróbowałam znów, w szafce kuchennej zapas słoiczków „na wszelki wypadek”. Nie musiałam ich używać, powrócił apetyt na dania domowe. Gdybym obwiniała dalej genetykę, to dziecko do dzisiaj jadłoby tylko słoiczki. Cierpliwość jest niezmiernie ważna w wychowywaniu dzieci, spokój także, wiem że jest ciężko, ale nie możemy się poddawać.


Sylwia Kamińska

Oddałam się cała nowemu zadaniu jakim jest macierzyństwo. I nie żałuję swojej decyzji, bo kocham to co robię teraz i z nikim się nie zamienię. Dlatego postanowiłam prowadzić blog. Nie zawsze jest kolorowo, wręcz przeciwnie i to chcę przekazać czytelnikom. Opisywać w nim nasz świat, nie zawsze piękny i kolorowy, ale nasz. Niczym nie różniący się od waszego, ja tylko podpowiem jak można rozwiązać jakiś problem, rzucę przepisem dla malucha, a także czymś dla starszyzny. Obalamy mity!










Tagi:

Ilona Popławska

Hej!

Cieszę się że tu jesteś. Zostaw po sobie ślad. Napisz co myślisz o tym artykule.

4 komentarze:

  1. Bardzo ciekawy wpis, w pełni popieram wnioski z niego płynące. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Przeraziłam się czytając cóż ta dwójka dzieciaczków jada :O
    Ale niestety, muszę przyznać rację. Rodzicie w większości teraz idą na łatwiznę. Zwyczajnie nie chce się im zainteresować dziecka. Inne jedzenie? Mam zmuszać by jadło? A po co się wysilać? Niech je co chce.
    Tragedia.
    I brawa za magiczne kanapki - takiego chwytu marketingowego bym się nie spodziewała ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Moja Kluśka stety/niestety nie chciała za nic słoiczków. Dzięki słoiczkom dowiedziałam się, że niemowlaki potrafią daleko i celnie pluć :) ps. Bardzo fajny wpis :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Znamy z autopsji. Ostatnio byłam już u kresu pomysłowości, wytrzymałości."Miesa nie, nie lubię, marchewki nie, brokula nie". Obiad praktycznie nieruszony. Nic nie pomagalo. I nagle córka sama podsunęła rozwiązanie: " mamo, zrób mi dinozaura" (to w bajce o Peppie sposób dziadka na Georgea, który nie chciał sałatki) I nagle cały gulasz zaczął znikać. Takie proste, ale byłam nieźle zaskoczona.

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za poświęcony czas. Napisz co sądzisz o tym poście?
Pomóż w rozwoju bloga :)